Keep calm 2, czyli ostrożnie z e-lekcjami na żywo

poprzednim artykule skupiałem się na temacie legalności narzędzi e-nauki. Dzisiaj chcę poruszyć temat prywatności uczestników takich lekcji.

Zdaję sobie sprawę, że nowoczesne technologie pozwalają na prowadzenie zajęć online z wykorzystaniem kamerki i mikrofonu, więc niektórzy nauczyciele ochoczo przenoszą dawny plan pracy przy tablicy do internetu. I tu dzieją się niestety rzeczy czasami zaskakujące.

e-szkoła, to nie takie proste

Po pierwsze – szkoła, klasa i tablica są niewątpliwie zawłaszczone przez autorytet belfra, a uczeń w ławce Zna Swoje Miejsce. Odmiennie jest w Internecie, gdzie uczeń często czuje się pewnie, z pozycji siły. Za to nauczyciel – bywa raczkujący, co chętnie wykorzystują uczniowie.

Drogi Czytelniku, zachęcam do obejrzenia przykładowo tego nagrania: https://www.tiktok.com/@wojcik.sandra/video/6805559631847509254. To film satyryczny, ale jeśli uczniowie nie będą lubić nauczyciela, to zdecydowanie znajdą sposób, żeby go cyfrowo wpuścić w maliny albo wyśmiać. Internet luzuje wiele społecznych hamulców. Ja mam problemy z wymową polskiej głoski „r” i przez 20 lat pracy w szkole tylko raz usłyszałem (od ucznia klasy 3 SP) stonowaną uwagę na ten temat. Odwrotnie – w Sieci ciągle zbieram przytyki na temat mojej wymowy. Dlatego tu trzeba mieć wielki luz i trzeba wchodzić na grunt uczniów ich metodami.

Świetnym przykładem z polskiego rynku jest Pan Belfer, który od lat uczy chemii na Facebooku, YouTube i Instagramie i nawiązuje z młodzieżą kontakt dostosowany do zasad społecznych stosowanych w tej grupie.

Dlatego, jeżeli prowadzisz zajęcia online, musisz liczyć się z tym, że niekoniecznie spotkasz się z przyjaznym nastawieniem. Być może będziesz musieć walczyć o swoje prawa do prywatności czy nieobrażania Cię. I to walczyć metodami niekoniecznie szkolnymi.

Jeśli masz mocne nerwy, zobacz sobie ten film: https://www.youtube.com/watch?v=6UbzRMuUXpQ, na którym nauczycielka próbuje Starymi Szkolnymi Metodami przemówić do rozbrykanych uczniów, którzy są de facto na swoim terenie. Film przedstawia spotkanie na platformie Discord, czyli platformie dla graczy, platformie wymykającej się spod zasięgu poważnych ludzi w garniturach. Krzycząca nauczycielka po prostu niestety w tym momencie się ośmiesza i niczego nie osiąga.

Ta rozmowa będzie rejestrowana

Po drugie – prowadząc zajęcia w klasie, widzimy mniej więcej co nasi uczniowie robią, w przeciwieństwie do spotkania online. Tutaj musimy się liczyć z tym, że cała lekcja może być prosto nagrywana, a nagrania mogą trafić do sieci. I tu już przechodzimy do ważniejszej, z mojego inspektorskiego punktu widzenia, sprawy – czyli do ochrony nie tylko wizerunku i prywatności nauczyciela, ale także wizerunku i prywatności uczniów.

Jeżeli zorganizujemy spotkanie online z kamerkami, dzieci mogą czuć się skrępowane. Każdy nauczyciel ma w sobie coś z aktora, nawet jeśli nie jest takim showmanem, jak wspomniany Pan Belfer.  Co innego dzieci i młodzież. Nie można od nich wszystkich wymagać, że poczują się dobrze w sytuacji, w której wszyscy ich obserwują i w której mogą być w każdym momencie nagrywane przez dowolnego z uczestników spotkania.

Prywatność może być naruszona potencjalnie albo wręcz rzeczywiście. Nawet jeśli nagranie nie będzie obraźliwe, prywatność zostanie naruszona.  Technicznie przed takim nagraniem się w żaden sposób nie zabezpieczymy niestety.

… a także podglądana

Zakładając nawet dobrą wolę wszystkich uczestników zajęć, musimy się liczyć z tym, że zajęcia w warunkach domowych odbywają się często wśród innych domowników (i ze strony ucznia i ze strony nauczyciela). Z jednej strony ci domownicy mogą naruszać prywatność uczestników, a z drugiej strony prywatność tych domowników może zostać naruszona, gdy nieświadomi sytuacji powiedzą coś głośniej lub przypadkowo przejdą przed kamerą w stroju niekoniecznie wizytowym.

Sieć obiegł żartobliwy apel jednego z Dyrektorów mówiący o tym, aby dbali oni o ubiór przed kamerką, bo pewnych rzeczy nie da się „odzobaczyć”. Ale ten sam problem dotyczy nie tylko bezpośrednich uczestników spotkania, ale także nieświadomych osób, które weszły przypadkowo w kadr kamery.

Cyfrowe wykluczenie

Po trzecie – mamy różnych uczniów, z różnych rodzin. Ja mam 2 córki i 6 komputerów w domu (choć wolałbym szczerze aby było odwrotnie) i nie widzę problemu technicznego aby obie uczestniczyły w zajęciach na żywo, bo poza 6 komputerami mamy jeszcze kilka metod łączenia się z internetem i łącza o przepustowości zdecydowanie za dużej na jakiekolwiek nasze potrzeby. Wiem jednak, że wielu uczniów miewa jeden komputer na całą rodzinę, czasami dopiero wieczorem, gdy ojciec wraca z pracy. Z przerażeniem więc obserwuję publikowane w internecie plany zajęć online, które przeniesiono 1:1 z planu zajęć szkolnego, tylko że z klasy prosto przed kamerki.

Czy prawa i wolności tych uczniów nie zostaną naruszone, gdy szkoła zastosuje przetwarzanie danych oparte głównie na spotkaniach online?

Co robić, jak żyć?

Od lat, jeszcze przed Epoką Wirusa, zdalna praca była wprowadzana do wielu przedsiębiorstw. Specjaliści od takiej formy często się wypowiadali, że prawdziwa zdalna praca, to nie praca od 8-16 z własnego domu, z ciągłym połączeniem online (czy to na żywo, czy to tylko na czacie). Prawdziwa zdalna praca, to praca asynchroniczna, w czasie której każdy wykonuje swoje zadania, a spotkania z innymi pracownikami są organizowane rzadko albo doraźnie, gdy pojawia się wymagający tego problem.

Nauczyciel, w mojej ocenie, powinien działać jak dobry lider takiego zespołu pracowników. Powinien wskazać kierunek, rozliczyć z efektów i  razie czego pomagać zdalnie, w tym także z wykorzystaniem kamerek czy mikrofonów, jednak zawsze musi pamiętać o ograniczeniach tej ostatniej metody, które to ograniczenia opisałem wcześniej.

Zanim jednak całkowicie zrezygnują Państwo z połączeń na żywo, proszę o przeczytanie mojego kolejnego artykułu: Zawiodłem uczniów? Nie rezygnujcie całkiem z e-spotkań!

 


Autoreklama: Prowadzę kanał U źródeł programowania z darmowymi treściami edukacyjnymi.


Author: Przemysław Adam Śmiejek

Chrześcijanin, żeglarz, inspektor ochrony danych (IOD, DPO), edukator, youtuber. Od 2000 roku prowadzę przedsiębiorstwo informatyczne, a od 2011 roku zajmuję się ochroną danych w placówkach oświatowych. Od 25 maja 2018 pracuję jako Inspektor ochrony danych.